Translate - Tłumacz

wtorek, 8 maja 2012

Rosi Philip Kapleau: Duchowy opór w epoce zniszczenia


Rosi Philip Kapleau

Duchowy opór w epoce zniszczenia: Rozmowa z Vondell Perry
(1991)

Vondell Perry, od wielu lat adeptka zen i moja długoletnia przyjaciółka, przeprowadziła ze mną tę rozmowę w moim domu na Florydzie. Po raz pierwszy została ona opublikowana w 1991 r. w czasopiśmie Creative Living. Niektóre z jej pytań były wyjątkowe i dały mi okazję do zgłębienia pewnych zagadnień dotyczących zen i naszego społeczeństwa oraz jego przyszłości, które zazwyczaj rzadko miewałem okazję poruszać.

Vondell Perry: Patrząc na świat, zauważamy tak wiele negatywnych zjawisk, a  jednocześnie w wielu miejscach widać oznaki duchowego odrodzenia. Co o tym sądzisz?

Rosi Philip Kapleau: Oczywiście – a może nie jest to wcale takie oczywiste – tym, co przyciąga ludzi do buddyzmu zen i innych ścieżek duchowych, jest opłakana sytuacja naszej planety: zanieczyszczenie i degradacja środowiska naturalnego, problemy związane z rosnącą liczbą ludności, cierpienia wojny, rosnące ubóstwo, upadek ekonomii, kurczenie się kluczowych zasobów naturalnych oraz ogólny lęk i niepokój, wynikające z tych i innych przyczyn i warunków. Z pewnością żyjemy w okresie wielkiej niestabilności. 


Vondell: Czy zgadzasz się z opinią, że zbliżamy się do końca cyklu istnienia świata?

Rosi: Od dłuższego czasu czuję, że negatywna karma ludzi w tym cyklu istnienia świata zaczęła dojrzewać i musimy stawić jej czoło. Zbliża się czas zapłaty długu. Dodatkowo w naszym świecie działają liczne negatywne kosmiczne siły, stanowiąc zarówno przyczynę, jak i skutek tak wielu katastrof, których jesteśmy świadkami.

Vondell: Co możemy zrobić w obliczu tak potężnych przeciwności?

Rosi: Przede wszystkim, na poziomie duchowym, ludzie czerpiący siłę z medytacji i z innych źródeł mogą przeciwdziałać negatywnym siłom przesycającym świadomość ludzi na całym świecie,  stanowić dla nich przeciwwagę. W szczególności, w sytuacji tak przytłaczającej przemocy i wojny, jak ta w Zatoce Perskiej, negatywne wibracje powstające wskutek tego rodzaju konfliktów wywierają negatywny wpływ na nas wszystkich, budząc lęk, niepokój, gniew, depresję i inne niezdrowe emocje. Jest oczywiste, że na poziomie fizycznym i społecznym musimy działać wspólnie, by ratować nasza zagrożoną planetę.

Vondell: A zatem pracę należy kontynuować jednocześnie na poziomie materialnym i duchowym?

Rosi: Tak, na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym.

Vondell: To niezwykle trudne, zwłaszcza że wydaje się, że tak usilnie sami sprowadzamy na siebie nieszczęścia.

Rosi: Wśród nas są tacy, którzy wierzą że pewne destrukcyjne myśli i działania ludzi są w stanie przyczyniać się do trzęsień ziemi, powodzi i podobnych kataklizmów. Zmieniamy środowisko naturalne na ogromną skalę w taki sposób, który czyni je bardziej podatnym na klęski naturalne.

Vondell: Czy zgodzisz się z opinią, że znajdujemy się dziś w jednym z najtrudniejszych momentów w historii ludzkości?

Rosi: Moja wiedza historyczna i intuicja mówią mi, że znajdujemy się w jednym z najgorszych momentów w ludzkiej historii. Chyba żaden inny okres nie może się równać furii rozpętanej przez ludzkość w dwudziestym wieku, biorąc pod uwagę ilość przelanej krwi i cierpienia.

Vondell: Jest oczywiste, że aby przeciwstawić się tak potężnej negatywnej energii, potrzebna jest nieprzebrana  odwaga.

Rosi: Odwaga, wyobraźnia i wola przetrwania.

Vondell: Czy uda się nam jako istotom ludzkim, z wszystkimi naszymi niedoskonałościami i ograniczeniami, przetrwać okropności i katastrofy, które sprowadzaliśmy na siebie w przeszłości i wciąż sami na siebie sprowadzamy?

Rosi: Jedynie wtedy, kiedy przekroczymy te ograniczenia dzięki nadludzkiej wierze i wytrwałości. Pamiętaj, że ta sama siła, lub energia, która niszczy świat, może go również stworzyć, gdyż zasadniczo obie nie różnią się od siebie.

Vondell: Przekroczenie własnych ograniczeń i wzbudzenie w sobie nadludzkiej wiary i wytrwałości to nie lada wyzwanie.

Rosi: To prawdopodobnie największe wyzwanie, przed jakim stanęliśmy jako ludzie od początków naszego istnienia na Ziemi.

Vondell: Skąd czerpać wiarę, że nam się to uda?

Rosi: Jeśli dość mocno czegoś pragniemy, znajdziemy sposób. Oczywiście, kiedyś nadejdzie moment, w którym karma ludzi w tym cyklu istnienia świata wyczerpie się i nasza cywilizacja zniknie, podobnie jak inne w przeszłości.

Vondell: Po czym poznamy, że wyczerpała się karma naszej epoki?

Rosi: Nastąpi nasilenie się tych wszystkich negatywnych zjawisk w naszym społeczeństwie i kulturze, które obserwujemy już teraz. Widać tu analogię z losami jednostki. Człowiek może umrzeć nagle, w wypadku samochodowym czy lotniczym, albo w unicestwiającym wszystko nuklearnym wybuchu. Albo śmierć może być powolna,  jak w przypadku postępującej nieuleczalnej choroby.

Vondell: Czy uważasz, że rosnąca liczba samobójstw wśród młodzieży i osób starszych wiąże się z tym, jak bardzo nasze społeczeństwo przesycone jest przemocą?

Rosi: Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie ani socjologiem, ale widać jasno, że świętość ludzkiego życia w naszym przesyconym przemocą społeczeństwie jest wyszydzana i lekceważona. Kiedy tak się dzieje, niczyje życie nie jest bezpieczne. Przemoc rodzi dalszą przemoc. Jak powiedział Budda: „Ten, kto zabija, kopie dwa groby”. Dziś zabijanie i przemoc fizyczna na ulicach i w domach stały się bardziej regułą, niż wyjątkiem. W dawnych czasach w sytuacji kłótni wystarczały policzek, popchnięcie lub bójka, by dać upust gniewowi uczestników; dziś kula albo ostrze noża rozwiązują konflikt ostatecznie.
Jest jeszcze przemoc na „polach śmierci” w niezliczonych „małych wojnach” toczących się na całym świecie, eufemistycznie określanych mianem „wojen wyzwoleńczych”. Ostatnia wojna w Zatoce Perskiej, choć trwała tylko sześć tygodni, przyniosła śmierć około pięćdziesięciu tysiącom Irakijczyków, cywili i żołnierzy, a według doniesień mediów całkowita liczba ofiar zbliża się do dwustu tysięcy. Dowiadujemy się, że samoloty amerykańskie i koalicji wykonały osiemdziesiąt tysięcy „akcji”, czyli bombardowań. Ile krwi, łez i ofiar kryje się za tym niewinnie brzmiącym słowem „akcja”! Z tego co wiem, ani jeden  z naszych przywódców nie potępił tych bezlitosnych ataków. Przeciwnie, po ogłoszeniu zawieszenia broni wśród Amerykanów zapanował nastrój radości, a nawet napawania się naszym zwycięstwem. Zamiast pysznić się powinniśmy raczej posłuchać mądrych słów Lao Tsy, legendarnego chińskiego mędrca:

Śmierć wielu to powód do żałoby.
Twój tryumf winien przypominać pogrzeb.

Vondell: Czy przemoc, którą obserwujemy współcześnie, różni się w zasadniczy sposób od tego, co działo się od zarania dziejów?

Rosi: Oczywiście, w przeszłości bywały już podobne okresy wojny i zniszczenia, ale dzięki rozwojowi  technologii nasza zdolność czynienia zła wzrosła wielokrotnie.

Vondell: Brzmi to tak, jakby sama siła życiowa znalazła się w niebezpieczeństwie.

Rosi: Nie twierdzę, że wraz z fizyczną destrukcją świata zniknie siła życiowa. Nie stanie się tak, ponieważ to, co jest samą podstawą istnienia wszechświata, nigdy nie umiera, a nie umiera, ponieważ nie posiada skończonego „ja”. Jednak dla wielu nie będzie to zapewne wielka pociecha.

Vondell: A co z dziedzictwem bólu i cierpienia, które przyniesie ze sobą apokalipsa? Czy efekt miliardów lat ewolucji życia na Ziemi ulegnie zniszczeniu?

Rosi: Pamiętaj że aby mogło się narodzić coś wyjątkowego i pięknego, najpierw musi nastąpić śmierć, która jest nieodłączna od życia.

Vondell: Czy chcesz  powiedzieć, że kiedy przeminie obecna era upadku Dharmy, nastanie nowa, bardziej ludzka epoka?

Rosi: Tak, pojawi się wyższa i bardziej ludzka świadomość. Jeśli mogę użyć tradycyjnej terminologii buddyjskiej, nastąpi era Buddów [istot, które osiągnęły najwyższy stopień na drabinie ludzkiej świadomości], i będzie ona najbardziej przesycona mądrością i współczuciem  ze wszystkich dotychczasowych epok. Sam Budda to przewidywał. Podobnie jak chrześcijaństwo, buddyzm również nie jest pozbawiony pierwiastka apokaliptycznego, jednak, jak sądzę, o nieco innym odcieniu.

Vondell: Czy zatem powiedziałbyś, że to, co obserwujemy jako wydarzenia na płaszczyźnie duchowej i fizycznej, jest energią prowadzącą w stronę takiego właśnie zakończenia?

Rosi: Tak, ale będzie to kręta droga, na której nastąpi jeszcze wiele wzlotów i upadków. Warto wspomnieć, że rozwój technologii, choć pod pewnymi względami bardzo przydatny, jednocześnie stanowił przeszkodę na drodze do pełnego duchowego rozwoju istot ludzkich. Dlatego właśnie mówi się, że „rozwój techniki dokonał wielkich postępów w dziedzinie zaspokajania drugorzędnych ludzkich potrzeb”.

Vondell: Jak myślisz, co jeszcze będzie cechować tę nową epokę?

Rosi: Jeśli rzeczywiście, jak to się obecnie wydaje, znajdujemy się  w fazie alienacji i rozpadu, to nowa epoka buddów będzie się charakteryzować bardziej powszechnym urzeczywistnieniem jedności i solidarności, definiujących naszą  Prawdziwą Naturę.

Vondell: Opisujesz tu w pełni dojrzałe istoty ludzkie.

Rosi: Tak, ludzi w pełni dojrzałych, którzy jednocześnie zachowują, wśród innych wyjątkowych przymiotów, dziecięcą spontaniczność i niewinność, na równi z całkowicie dojrzałą mądrością i współczuciem.
Przytoczę teraz modlitwę, którą wygłosiłem 30 czerwca 1989 r. na Międzynarodowej Ekumenicznej Konferencji Pokojowej, odbywającej się w katedrze w Mexico City pod patronatem kardynała Meksyku. Obecni byli przedstawiciele wszystkich wielkich światowych religii, a buddyzm reprezentowałem między innymi ja i Dalajlama. Modlitwa ta wyraża moje najgłębsze pragnienia dla naszych trudnych czasów. Myślę, że podsumowuje wiele z tego, o czym dzisiaj rozmawialiśmy.
W buddyjskiej Sutrze Lotosu napisane jest, że kiedy Ziemia stanie w obliczu wielkiego zagrożenia, we wszystkich jej zakątkach pojawią się bodhisattwowie, aby przeciwstawić się siłom zła dążącym do opanowania świata. Bodhisattwowie są uosobieniem transcendentnej mądrości i miłości, leżących w samym sercu ludzkiej istoty. A zatem moja modlitwa brzmiała tak:

Obyśmy wszyscy dokładali najwyższych wysiłków, by zmobilizować naszą wrodzoną mądrość, współczucie i odwagę w tym krytycznym momencie historii ludzkości, aby ocalić naszą udręczoną planetę wraz z jej cierpiącymi mieszkańcami, zarówno ludzkimi, jak i reprezentującymi inne formy życia, przed grożącymi im katastrofami. Modlę się o to, abyśmy w naszych działaniach wybierali Życie bez przemocy, a nie unicestwienie.

Tłumaczyła: Olena Waśkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz