Translate - Tłumacz

sobota, 18 września 2010

"Wszechświat jest umysłem i ciałem"

Zapraszamy do czytania wywiadu, który ukazał się w czerwcowym numerze czasopisma emFemme.
Z naszą nauczycielką Sensei Sunyą Kjolhede rozmawia Robert Palusiński.



Sensei Sunya Kjolhede * Wszechświat jest umysłem i ciałem

OPOWIEDZ PROSZĘ O TWOJEJ HISTORII. 


Zaczęłam czytać o zen, gdy miałam 16 lat, ale dopiero po dwóch latach poszłam na warsztaty medytacji. Tam spotkałam Philipa Kapleau i nagle wszystko się poukładało, nabrało sensu.

TO WIELKI PRZYWILEJ NAGLE ODKRYĆ SWOJE MIEJSCE, NAUCZYCIELA, WŁASNĄ DROGĘ. SKĄD WIEDZIAŁAŚ, ŻE TO BYŁO WŁAŚCIWE? 


Nie mam pojęcia. To było niesamowite! Miałam wrażenie, że ledwo mogę oddychać, wszystko było idealne. Praktykowałam zen przez kilka lat, potem wyszłam za mąż i założyłam rodzinę. Nie jest łatwo być rodzicem i praktykować zen, ale jest to możliwe. Moje pierwsze małżeństwo się rozpadło, zostałam z dwójką małych dzieci. Teraz widzę, że tak miało być, jednak wtedy było mi ciężko. Medytowanie pozwoliło mi przejść przez wzloty i upadki. Gdy dzieci były małe i wymagały opieki, nie brałam udziału w seshin, odosobnieniach medytacyjnych, ale kiedy po latach znowu zaczęłam w nich uczestniczyć, miałam wspaniałe, głębokie przeżycia. Z punktu widzenia kobiety, rodzicielstwo otwiera nas na głęboką miłość, którą trudno sobie wyobrazić, nic doświadczywszy jej.

WIĘC MIŁOŚĆ JEST WAŻNA DLA MEDYTACJI?


Mówienie o miłości jest zwodnicze. Chodzi o dbanie o innych i to jest miłość. Nie można tego zdobyć na siłę, lecz można się na to otworzyć. Umysł Buddy to wielka, bezgraniczna mądrość i współczucie. Podejście zen do medytacji jest inne niż w klasycznej definicji, dlatego częściej używamy słowa zazen. W zen praktykujemy oddychanie, ćwiczenia świadomości i praktykę koanu, która polega na głębokim dociekaniu. To poddawanie wszystkiego w wątpliwość, kwestionowanie, które łączy twoje najważniejsze pytania, zbiera je w jedno i pozwala zmobilizować całą energię wokół najważniejszego z nich.

ALE TO NIE PYTANIE TYPU “JA PYTAM CIEBIE O COŚ?”

Nie. Chodzi o docieranie do najbardziej fundamentalnych pytań, które pojawiają się w głębi ciebie. Nie znajdują się one tylko w twoim umyśle, ale w całym ciele. Zasoby intelektualne są małą częścią tego, co posiadamy. Kiedy jesteśmy szczęśliwi, gdy przepełnia nas uczucie miłości, intelekt nas ogranicza. Odcinamy się od bogactwa danej chwili i od bezpośredniego doświadczenia. Dopóki będziemy mylić myślenie o rzeczach z ich bezpośrednim doświadczaniem, co jest udziałem większości ludzi, dopóty nasze życie będzie nieciekawe, jałowe i nie będziemy mieć bezpośredniego kontaktu z doświadczeniami.

TO CIEKAWE, BO W PSYCHOTERAPII TEŻ ZAJMUJEMY SIĘ TYM, CZEGO DOŚWIADCZAMY. W ZWIĄZKU Z TYM MAM PYTANIE: CZYM Z PUNKTU WIDZENIA ZEN JEST CHOROBA? 

Choroba to niewiedza o naszej prawdziwej naturze. To iluzja naszego ego, rodzaj hipnozy polegającej na tym, że uważamy, iż jesteśmy osobnymi jednostkami oraz że nasze ciała i umysły stanowią o zasięgu naszego istnienia. Jesteśmy ograniczeni, śmiertelni i utożsamiamy się tylko z umysłem i ciałem. Nie dostrzegamy, że cały wszechświat jest naszym umysłem i ciałem.

TRUDNO W TO UWIERZYĆ.

Tak, wiem.

DOBRZE, ALE W JAKI SPOSÓB UMYSŁ BUDDY CZY POSTAWA ZEN MOGĄ MI POMÓC W CHOROBIE?

Bądź z tym w całkowitej jedności. Nie oddzielaj się od choroby, doświadczaj jej. Taka umiejętność pojawia się dzięki głębokiej medytacji. Możesz dostrzec, że twoja natura jest w tym samym czasie wolna od choroby. Musisz się w to zagłębić, zobaczyć, że twoje „ja" użala się nad sobą. Nie patrz na siebie jak na chorego, nie myśl, co przez chorobę tracisz. Kiedy nie używamy pojęć „ja, moje", ani czasu, kiedy nie dajemy się w to złapać, wtedy nie martwimy się o to, przez co musimy przejść, tylko przechodzimy przez to.

TO BARDZO TRUDNE.

To prawda. Potrzebujemy ćwiczeń. Jeśli nie ćwiczymy mięśni, stają się słabe. Tak samo jest z umysłem. Gdy pozwolimy mu wędrować tam, gdzie chce, nie bez powodu mówi się wtedy o nim, że to „dziki, małpi rozum”. Starożytni znali się na tym dobrze. Czy pozwolimy, żeby umysł kierował nami, bazując na swojej iluzji ego, czy też będziemy ćwiczyć go, wyciszać, pogłębiać wgląd i uczyć się koncentracji? Nasze myśli powodują, że czujemy się ograniczeni, zagrożeni czy pragnący. Można żyć z „małpim rozumem" i być nieszczęśliwym albo można pracować nad znalezieniem drogi pozwalającej przybliżyć się do skarbu własnego istnienia. Podstawowe przesłanie buddyzmu głosi, że nie ma takiego człowieka, który by nie był w pełnym posiadaniu tego skarbu, bo właśnie my sami nim jesteśmy.

CO POWIEDZIAŁABYŚ ZWYKŁEJ KOBIECIE, ABY JĄ ZACHĘCIĆ I UMOŻLIWIĆ JEJ PRAKTYKI ZEN?

Nie widzę zwyczajnych kobiet. Ani w Polsce, ani nigdzie w świecie. Jestem pewna, że wszechświat próbuje dojść do głosu w świadomości każdego z nas, w takiej formie, w jakiej jesteśmy. Znaleźliśmy się tu po to, żeby ujawnić tę prawdę, uświadomić ją sobie. W dzieciństwie znajdujemy się z tym w bezpośrednim kontakcie. Wystarczy pozwolić sobie na doświadczenie intuicji, wzmocnić koncentrację, otworzyć i złagodzić serce - to wszystko jest połączone - i na głębokim poziomie doświadczyć tego, że nasza prawdziwa natura nie jest oddzielona od niczego i obejmuje wszystko. Oczywiście, większość ludzi tego nie robi.

CZY SĄDZISZ, ŻE SĄ ZAHIPNOTYZOWANE PRZEZ KULTURĘ? 


Tak, mocno. Ale jest wiele osób w Polsce, które interesują się praktyką zen. Coraz więcej kobiet przychodzi do naszych grup. Kobiety mają silnie intuicyjną świadomość.

JAK ODPOWIEDNIO PODEJŚĆ DO MACIERZYŃSTWA? 

Chce się doświadczyć tego wszystkiego tak głęboko, jak tylko możliwe. Popatrzmy na to tak: wytwarzamy mleko, którego dziecko potrzebuje do życia, wszystko staje się jedną, płynną całością. I jeśli potrafimy być teraźniejszości i pozostać obecnymi w tym, co obecnie, to będzie dobrze. Tyle, że ludzie są zbyt zajęci, zbyt neurotyczni. Ich umysły wypełnia myślenie o przyszłości lub wspomnienia, zmartwienia, znajdywanie rozwiązań.Oddzielają się od tej jedynej, wyraźnej chwili.

TO, O CZYM MÓWISZ, JEST WIELKIM WYZWANIEM DLA PRZECIĘTNEJ OSOBY. CZY BYCIE BARDZIEJ OBUDZONYM I ŚWIADOMYM DANEJ CHWILI MOŻE BYĆ LEKARSTWEM NA CIERPIENIA I TRUDNOŚCI?

Oczywiście. Nie znam lepszego lekarstwa od przebudzonego i w pełni świadomego umysłu. Jeśli będziemy praktykować w ten właśnie sposób, można nazwać to umiejętnością bycia jednością z wszystkim dookoła. To lekarstwo nie utrzyma cię przy życiu, ale będzie utrzymywało twojego ducha obudzonego. W buddyzmie definicja ego jest inna niż w psychologii - jest to świadomość siebie i oddzielna jednostka, która jednak nie jest ostatecznie prawdziwa. To jest radykalne nauczanie buddyzmu: „żadnej jednostki", żadnego „siebie". To nie znaczy, że nie ma konwencjonalnej jednostki, tylko nie ma ona głębszej rzeczywistości. I kiedy doświadczymy tej rozległej jednostki, w której wszystko jest zawarte, wtedy zmienia to nasze życie. Nawet krytyka nie ma możliwości cię dotknąć. Jak często mówi się w nauce zen: „Nie można wbić gwoździa w pustą przestrzeń".

ROZUMIEM. WTEDY NIKT NIE MOŻE NAS ZRANIĆ. 

To nie znaczy, że nie mamy uczuć, oczywiście, że mamy, ale jednocześnie na głębszym poziomie jest „przezroczystość", rozpoznajemy, kim naprawdę jesteśmy.

WYGLĄDA TO TAK, ŻE TY JESTEŚ MNĄ I JA JESTEM TOBĄ? 

Oczywiście. To ogromna wolność. Pojawia się wraz z tym wglądem.

CZY PSYCHOTERAPIA MOŻE BYĆ PRZYDATNA W ZEN?

Zazwyczaj rozpoczynając praktykę sądzimy, że wystarczy sam zen. Ale po 20 latach odkryłam, że mam do czynienia z uczuciami, którymi potrzebuję się zająć poza zen. Terapia była dla mnie ogromnie pomocna. W mojej sytuacji łatwo usztywnić się w jednej roli. Pracowałam nad tym i nad gniewem. Było to dawno temu i w tamtych czasach gniew był odbierany jako coś złego, co miało związek z twoim „ego". Ale w gniewie ukryta jest siła życia.

 CO TO JEST „SIŁA ŻYCIA"?

Jeśli jej nie czujesz, jesteś anemiczny, to rodzaj duchowej anemii. Tacy ludzie są mili i grzeczni, ale co się pod tym kryje? Każda ze znanych mi osób ma w sobie, gdzieś w głębi, coś nieznanego - łącznie z dzikimi energiami, które dawno temu zostały jakby zamknięte w jaskini. Zwłaszcza dotyczy to kobiet, które od młodości warunkuje się, żeby były miłe, grzeczne i się nie złościły. To tak, jakbyś wykopał wielką dziurę i coś tam wciskał. W trakcie seshin, kiedy uspokaja się codzienna aktywność umysłu i ludzie wkraczają w głębokie rejony, ten zakopany materiał budzi się i cała struktura psychiki zostaje poruszona. Dlatego osobie praktykującej zen potrzebny jest przewodnik; nauczyciel zen podczas dłuższego seshin musi umieć zapanować nad „dzikimi bestiami". Zaczynają uruchamiać się mało znane energie - to jest takie odczucie, jakby budził się smok.

CZY TO JEST TA MOC?

To jest ta siła, potężna. Ludzie się jej boją. Wiążą się z tym trudne przeżycia. Kiedy o nich rozmawiamy, ludzie zaczynają je analizować zamiast ich doświadczać. To wiele skomplikowanych uczuć. Zdarza się, że coś wybucha, na przykład gniew. Niekontrolowane wyrażanie gniewu: werbalne, fizyczne, zwłaszcza skierowane przeciwko komuś, nie jest tym samym, co gniew, nie jest doświadczeniem. Trzeba to wyraźnie zaakcentować.

W PSYCHOLOGII ZORIENTOWANEJ NA PROCES PRACUJEMY NA PEWNYM POZIOMIE Z TENDENCJAMI. NA PRZYKŁAD, GDY DOŚWIADCZAM GNIEWU, ZADAJĘ SOBIE PYTANIE, CO STAŁO ZA TYM, CO BYŁO WCZEŚNIEJ? CZY W ZEN JEST COŚ TAKIEGO JAK IMPULS LUB TENDENCJA, KTÓRE POPRZEDZAJĄ COŚ WYRAŹNIEJSZEGO? 

Te tendencje w sanskrycie nazywają się samskara. Można je porównać do kolein, z których trudno się wydostać. Praktyka zen jest sposobem na wyjście z tych kolein, choć trudno jest uwolnić się od nawyków, z uwarunkowanej świadomości. Chcąc się z tego wyzwolić, nie można myśleć o tendencji, ale należy jej głęboko doświadczać. Bo poniżej znajduje się prawda o istnieniu. To jest nasza twarz sprzed narodzin naszych rodziców. To, kim byliśmy przed powstaniem wszechświata.

TO WIELKIE PYTANIE! JAK WYGLĄDA TA TWARZ?

Ciągle się nam pokazuje. Widzę ją w twoich oczach.

Inne teksty Sensei na stronie Artykuły.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz